Rozmawiam z ludźmi na szkoleniach i wyjazdach. Debatujemy wśród współpracowników i często najlepsze pomysły przychodzą niespodziewanie, w żartach i luźnych rozmowach. Staram się słuchać ludzi. To z tych przestrzeni czerpię najwięcej inspiracji.
Emilia Gilewska od 1 września została powołana na dyrektora Gminnego Ośrodka Kultury w Goniądzu. Od lat związana jest z tą instytucją, gdzie prowadziła Grupę Teatralną „Pełnoletni” i Klub Seniora w Klewiance. Teatr, rękodzieło i działania kreatywne są jej pasją, którą rozwija zarówno zawodowo, jak i prywatnie — ostatnio także poprzez szydełkowanie. Najważniejsze są dla niej ludzie, dlatego w swojej pracy stawia na relacje, uważność i inspirowanie innych do twórczego działania. Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Emilią Gilewską.
Zanim zostałaś dyrektorką, przez wiele lat byłaś animatorką kultury. Jak wyglądała Twoja droga do tego miejsca? Czy od początku czułaś, że chcesz pracować w kulturze?
To była długa i kręta droga. Życiowe plany młodej, z chęcią do pracy Goniądzanki zmierzały w kierunku Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego w Goniądzu. Jest to duża placówka, dużo ludzi z mojej okolicy tam pracuje. Widziałam siebie w tym miejscu. Nie udało mi się dostać tam na staż. W tamtym okresie dużym wsparciem były staże organizowane przez biura pracy. To mój tata wysłał mnie do Ośrodka Kultury w Goniądzu. To był moment, w którym kończyła się budowa OIEiPP – integralnej części GOK. Bardzo bałam się mojej pierwszej rozmowy o pracę. Pamiętam, że Pan Dyrektor poświęcił mi dużo czasu, rozmawialiśmy o głównie o planach na wykorzystanie nowych przestrzeni w ośrodku kultury . Była to rozmowa ukierunkowana na wizję ośrodka kultury z perspektywy młodej osoby. Szybko minął stres, pamiętam ,że jeszcze tego samego dnia zmieniłam moje edukacyjne plany i zaczęłam studia na kierunku animacji kultury. Nie boję się pracy, więc po zakończonym stażu przyjęłam ofertę pracy na stanowisku sprzątaczki. Zawsze starałam się pomagać koleżankom instruktorkom, gdy tylko miałam chwilę to pomagałam w pracy instruktorskiej.
Jaki był Twój pierwszy dzień na stanowisku dyrektorki? Jakie emocje Ci wtedy towarzyszyły?
Odkąd dowiedziałam się, że zostałam powołana na to stanowisko to płakałam. To były moje emocje. Ci, którzy mnie znają wiedzą, że jestem uczuciowa, przezywająca i zawsze analizuje wszystko wokół siebie. Tak też było tym razem. Moja rodzina była dla mnie dużym wsparciem, przygotowali mi tego dnia mnóstwo niespodzianek. Po pracy, w dniu kiedy ogłoszone zostały wyniki przyjechali do mnie i wspólnie cieszyliśmy się moim szczęściem. To ogromne wsparcie. Współpracownicy cieszyli się razem ze mną, już pierwszego dnia planowaliśmy spotkanie integracyjne. Wielką niewiadomą, tak naprawdę do ostatniej chwili była reakcja Izy- mojej koleżanki z pracy, która podobnie jak Przemysław (przyp. red. prowadzący ten wywiad) była moją konkurencją w konkursie na stanowisko dyrektora. Iza zachowała się bardzo pozytywnie. Nie wiem czy sama, będąc na jej miejscu potrafiłabym zaakceptować to tak, jak zrobiła to ona. Dotychczas nasze relacje owszem zmieniły się, ale nie pogorszyły się. Jest dla mnie ogromnym wsparciem. Wierzę, że mając przy swoim boku takiego instruktora moja praca będzie po prostu łatwiejsza i przyjemniejsza.
Co zaskoczyło Cię w pracy dyrektorki? Jakie aspekty tej roli ujawniły się dopiero wtedy, gdy objęłaś stanowisko, a wcześniej – z perspektywy animatorki – nie były dla Ciebie widoczne?
Jak trudne jest wydawanie poleceń. Wcześniej myślałam, że to takie normalne i nie ma w tym nic szczególnego. Kolejna sytuacja, która mnie troszkę w ostatnim czasie pochłonęła to wybór nowego pracownika do naszego zespołu. Na moje ogłoszenie o pracę odpowiedziało 25 osób. Tego się nie spodziewałam. To były bardzo trudne rozmowy z ludźmi, którzy potrzebowali pracy, a ja mogłam wybrać tylko jedną osobę. Myślę, że dokonałam właściwego wyboru i dzięki tej decyzji już wkrótce będziemy mogli zaproponować naszym odbiorcom jeszcze inne, ciekawe propozycje.
Czy po objęciu stanowiska zamarzasz zrezygnować z aktywności, jakie pełniłaś jako instruktorka i animatorka?
Nie ma mowy! To jest tak naprawdę najtrudniejsze. Przywiązanie do ludzi. Przyjaźnie. Zaufanie. Nie zrezygnowałam z Klubu Seniora w Klewiance oraz teatru Pełnoletnich. To moje dzieci. Nie mam sumienia ich zostawić. Jest ciężko, nie powiem. Ale to dopiero początki mojej nowej funkcji. Wierzę, że zawsze są jakieś alternatywne rozwiązania. To wychowane dzieci Są zdyscyplinowani, dorośli i poradzą sobie nawet jeśli obowiązki Dyrekcji na moment mnie pochłoną. Nie zamierzamy zwalniać tempa. Moim zdaniem tylko dzięki kontaktom z grupą artystyczną, zajęciami i warsztatami zachowam równowagę i będę mogła być dalej sobą. W tej pracy jesteśmy dla ludzi.
W Twojej działalności obecne są dwa mocne nurty: teatr i rękodzieło. Który z nich jest Ci bliższy i dlaczego?
Od teatru wszystko się zaczęło. To pierwsze osoby, które mi zaufały. Z większością jesteśmy na zajęciach już od 10 lat. Teatr to długi proces, a rękodzieło dotyczy dotychczas w mojej pracy szybkich projektów. Rękodzieło jest teraz bardzo modne. Jest duże zainteresowanie tego typu zajęciami. Z teatrem tak nie było. Może dlatego jest bliższy memu sercu, bo wspominam momenty, w których musiałam prosić i podstępem umawiać się z ludźmi na kawę, aby małymi krokami zachęcić ich do udziału w grupie.
Od lat prowadzisz amatorski teatr seniorów. Skąd wziął się pomysł, żeby tworzyć teatr właśnie z osobami starszymi?
Grupa teatralna Pełnoletni, to grupa którą zaopiekowałam się po odejściu z pracy poprzedniej instruktorki. Był to moment, w którym grupa została bez opieki, a ja zostałam zatrudniona jako instruktor. Nie miałam wtedy zielonego pojęcia o tym jak z nimi pracować. To prawda jest to teatr seniorów, ale ogromnym wsparciem w jego działaniach jest aspekt międzypokoleniowy. W grupie mam tez młodą aktorkę, którą próbują „dogonić” seniorzy. Obecność Marty „odmładza” resztę uczestników.
Jak wygląda praca z seniorkami i seniorami na scenie? Jakie są największe wyzwania, a jakie radości płynące z tej współpracy?
Praca z ludźmi to trudna praca, bo każdy jest inny. Seniorzy to grupa osób, która na zajęcia przychodzi z wielkim bagażem życiowych doświadczeń. Kluczem pracy w tej grupie jest zbudowanie takich relacji, w których te cechy zostają w domach. Na zajęciach jesteśmy równi. Nie ma polonisty, czy dyrektora. Są tylko aktorzy. Jest to bardzo wdzięczna grupa osób. Są dorośli i śmiało wyrażają swoje emocje, odczucia, dzielą się swoim zdaniem nie narażając się przy tym nikomu. Minusem jest to, że nie mają już rodziców, nie ma się komu poskarżyć na ich zachowanie. Z podziwem obserwuję ich życiową energię i siłę. Chciałabym być kiedyś taką emerytką.
Skąd czerpiecie pomysły na scenariusze i kolejne spektakle? Czy inspiracja przychodzi z życia lokalnej społeczności?
Seniorzy pokochali dziecięcą publiczność. To od początku jest nasza ulubiona widownia. Najczęściej przygotowujemy przedstawienia pod konkretne wydarzenia. Często były to misteria, przedstawienia kolędnicze lub baśnie i bajki.
Gdzie można zobaczyć Wasze występy? Czy teatr częściej działa lokalnie czy również wyjeżdżacie poza Goniądz?
Od pewnego czasu jeździmy po powiecie monieckim. Byliśmy w Mońkach, Krypnie i Knyszynie. Seniorzy bardzo lubią wyjeżdżać. Wyjazdy jest gorzej planować. Ostatnio nie mamy do tego szczęścia. Problemy zdrowotne krzyżują nam nasze plany. Pamiętamy o wszystkich, którzy na nas czekają i zapewniamy, że dotrzemy wszędzie.
Jak oceniasz pozycję teatrów amatorskich w instytucjach kultury? Czy Twoim zdaniem ta dziedzina jest wystarczająco zauważana i wspierana?
Z moich obserwacji wynika, że teatrów amatorskich w domach kultury przybywa! Bardzo mnie to cieszy.
Poza działaniami teatralnymi zajmujesz się także rękodziełem. Jakie techniki są Ci najbliższe? Co sprawia, że rękodzieło ma tak duże znaczenie w Twojej pracy?
Często jest tak, że uczymy się w pracy nowych technik, by móc odbiorcom tych działań zaproponować coś nowego. To jest głównym motorem w moim przypadku. Wykonuję różne prace. Chyba najbliższe jest mi szydełko i makrama.
Goniądz to mała miejscowość położona trochę z dala od dużych ośrodków. Jak animuje się kulturę w takim miejscu? Czy to bardziej wyzwanie czy może szansa?
Ma to swoje plusy i minusy. Są wydarzenia, przy organizacji których mamy wątpliwości czy to ma sens, czy ktoś weźmie w nich udział. Stresujące są imprezy otwarte np. koncert. Były sytuacje, w których zapraszaliśmy wspaniałych artystów, a nasza sala świeciła pustymi miejscami. Nie mamy w Goniądzu konkurencji, bo ośrodek kultury jest jeden i nie musimy konkurować z innymi instytucjami o widzów.
Biebrza i otaczająca przyroda to ogromny potencjał. W jaki sposób Ośrodek Kultury korzysta z lokalnego krajobrazu i tożsamości miejsca?
Zacznijmy od tego, że zespoły działające w ośrodku kultury od wielu, wielu lat w swoich nazwach mają słowa „Biebrza” oraz „nadbiebrzańskie”. Świadczy to o tym, że od lat identyfikujemy się z naszym otoczeniem, jesteśmy jego integralną częścią i czerpiemy inspirację z przyrody do wielu naszych działań. Współpracujemy z Biebrzańskim Parkiem Narodowym. Organizujemy jarmarki, podczas których promujemy działania lokalnych twórców. Jesteśmy organizatorem Wyścigu Łodzi Pychowych.
Organizujecie również wyjazdy kulturalne. Jaką rolę odgrywają one w Waszej działalności? Co dają mieszkańcom?
Zapewniamy bezpieczną przestrzeń, w której to nasi odbiorcy mogą być bliżej i poczuć różnorodność i bogactwo oferty innych instytucji kultury.
Czy GOK jest otwarty na współpracę z animatorami i artystami „z zewnątrz”, którzy przychodzą z pojedynczym projektem lub pomysłem? Czy taka współpraca coś wnosi do instytucji?
Od września zrealizowaliśmy już kilka inicjatyw i wydarzeń z osobami niezależnymi. Szykują się kolejne. Między innymi wystawy malarskie, czy dzień wolontariatu. Taka współpraca to moc inspiracji i przestrzeń do odkrywania nowych ścieżek w ofercie ośrodka kultury.
Goniądz stał się popularnym kierunkiem turystycznym, a jednocześnie gospodarzem dużych festiwali, takich jak Rock na Bagnie czy Tribalanga. Czy Wasze działania kierujecie bardziej do mieszkańców czy również do przyjezdnych?
Myślę, że trzeba rozszerzyć ofertę ośrodka kultury o większą ilość działań nastawionych na obie te grupy. Jest to czas, w którym Goniądz tętni życiem i moment, w którym nie musimy martwić się o frekwencję. Trzeba z tego korzystać.
W jaki sposób Ośrodek Kultury współpracuje z organizatorami tych festiwali? Jaka jest Wasza rola?
Nie spotkałam się jeszcze z organizatorami tych festiwali w mojej nowej roli. Zamierzam zrobić to niebawem. Jako zespół przygotowaliśmy kilka pomysłów, co możemy zrobić, aby ta współpraca była jeszcze lepsza. Powstał pomysł organizacji stoiska promocyjnego i aktywnego udziału nie tylko pod dachem ośrodka kultury.
Jak oceniasz sens organizowania dużych wydarzeń w małych miejscowościach? Czy to zmienia społeczność?
W małych miejscowościach to proces długofalowy. Przykładem jest tu Rock na Bagnie, który na początku miał w Goniądzu wielu przeciwników. Mieszkańcy potrzebowali czasu, aby przekonać się do organizacji tego wydarzenia.
Goniądz to niewielka społeczność, wszyscy się znają. Jak to wpływa na twoją pracę – bardziej pomaga czy czasem utrudnia?
Jeszcze nie spotkałam się z utrudnieniami wynikającymi z tego, że się znamy. Częściej z tego korzystam. Wiem do kogo mogę się z czymś zwrócić, na kogo mogę liczyć. Patrzę na to w ten sposób.
Startowałaś w konkursie na dyrektorkę. Jak opisałabyś swoją koncepcję rozwoju GOK-u? Czy już jakieś elementy udało Ci się wprowadzić w życie?
Chciałam angażować do działań różnych partnerów, to był mój główny cel. Wiele w tej kwestii już udało się zrobić. Dzięki współpracy powstała półka na znicze na naszym cmentarzu, i kilka inicjatyw które są jeszcze przed nami.
Skąd czerpiesz inspiracje i pomysły na działania kulturalne? Czy masz swoje miejsca, ludzi lub zwyczaje, które karmią twoją twórczą wyobraźnię?
Rozmawiam z ludźmi na szkoleniach i wyjazdach. Debatujemy wśród współpracowników i często najlepsze pomysły przychodzą niespodziewanie, w żartach i luźnych rozmowach. Staram się słuchać ludzi. To z tych przestrzeni czerpię najwięcej inspiracji.
Który projekt z dotychczasowej pracy był dla Ciebie najbardziej znaczący i dlaczego?
Było to jedno z przedstawień teatralnych. Odwiedziło nas wtedy ponad dwa tysiące dzieci ze szkół w województwie podlaskim. Poczułam wtedy, że to co robimy może być swoistą lekcją dla naszych widzów, że teatr uczy.
Czy uczestniczysz w spotkaniach i sieciach branżowych animatorów kultury? Czy taka wymiana doświadczeń jest potrzebna?
Przyznam się, że w ostatnim czasie ciężko mi było być uczestnikiem spotkań sieciujących ze względu na obowiązki. Wiem, że takie spotkania są bardzo potrzebne i cieszę się, że są organizowane w naszym województwie.
Jak oceniasz współpracę i integrację środowiska kultury w województwie podlaskim? Czy jest coś, co mogłoby działać lepiej?
Myślę, że jesteśmy bardzo zżyci. Znam wielu życzliwych animatorów kultury w województwie podlaskim. Poczułam ich realne wsparcie, zwłaszcza teraz, gdy wspierali mnie w nowej roli i dzielili się swoim doświadczeniem, gdy tego potrzebowałam.
Gdybyś mogła wprowadzić jedną zmianę do systemu funkcjonowania instytucji kultury w Polsce – co by to było?
Chciałabym podnieść wynagrodzenia dla pracowników instytucji kultury. Myślę, że „13”, o których jest teraz głośno, mogą realnie wpłynąć na sytuację finansową pracowników instytucji kultury.
Co powiedziałabyś młodym osobom, które rozważają pracę w kulturze, ale nie wiedzą, czy to dla nich?
Nie ma nad czym się zastanawiać. Jest to praca, która z każdym dniem rozwija naszą wyobraźnię, możemy być uczestnikiem wielu wydarzeń artystycznych i decydować o kulturze lokalnych społeczności. Nie ma tu miejsca na nudę i monotonność. Możemy przekuć nasze zainteresowania, mocne strony w działania, którymi zarażamy innych.
Nad jakimi projektami pracujesz teraz? Jakie masz plany i marzenia dotyczące przyszłości GOK-u i swojej?
Chciałabym wprowadzić do ośrodka kultury inny system organizacji letniego i zimowego wypoczynku dla dzieci. Dotychczas było to kilka warsztatów. Chciałabym zamienić to na organizację półkolonii dla dzieci.
Co chciałabyś, aby mieszkańcy Goniądza powiedzieli o Ośrodku Kultury za kilka lat?
Chciałabym, aby było to miejsce, z którym mieszkańcy będą związani. Będą czuli więź z tym miejscem i będą tam wracać.
Dziękuję
Z Emilią Gilewską rozmawiał Przemek Waczyński
